Marek Bańczyk, Metropolia. Nordea Metrox.2009, 2010-01-04
Warszawa bardziej światowa. Pięć miast goni Warszawę. Wrocław przyspiesza.
INDYWIDUALIZM ZESPOŁOWY
Metropolitaryzm to pewien typ mechanizmu rozwoju społeczno-gospodarczego. To nudne zdanie przełożone na bardziej komunikatywny język oznaczałoby, że metropolitaryzm pomaga ludziom więcej zarabiać i lepiej żyć. Metropolitaryzm to tworzenie lepszego życia dla ludzi żyjących na określonym obszarze. Ten mechanizm rozwoju jest z pozoru selektywny, ale – prędzej czy później – dotyczy jednak wszystkich. Niby skoncentrowany indywidualnie na konkretnych miastach, ale jednak w pewien sposób zespołowy. Jak wspinaczka skałkowa, może nawet – wysokogórska. Druga edycja rankingu NORDEA METROX mocno utwierdza nas w tym przekonaniu. Zestawione poniżej wnioski oparte są głównie na porównaniach dwóch edycji rankingów NORDEA METROX.2009 i NORDEA METROX.2008, uwzględniając wyniki edycji z 2009 roku w niezmienionej metodologii dla lepszego uchwycenia zmian między 2008 a 2009 rokiem. Od bieżącej edycji wprowadzamy równolegle nieco zmodyfikowaną formułę obliczeń i na niej będziemy opierać nasze przyszłe porównania.
NORDEA METROX MOCUJE SIĘ GLOBALNE
Ranking to – mówiąc obrazowo – odzwierciedlenie tego, kto jak szybko się wspina i gdzie w związku z tym jest. Każda planowana wspinaczka musi być jednak dobrze umocowana. W zeszłym roku sami zbudowaliśmy sobie umocowanie w teorii rozwoju miast oraz dziedzinach najbardziej istotnych i pokrewnych (geografii ekonomicznej, ekonomii, socjologii). Umocowanie to poddaliśmy próbie zawieszenia na nim ciężaru uznanych w Polsce naukowców – i nie puściło. W tym roku dysponujemy dodatkowym zaczepieniem w niezależnych badaniach empirycznych, tym razem – na skalę globalną. Trwają właśnie przygotowania do publikacji światowego atlasu miast globalnych opisanych poprzez usieciowienie biznesowe według obliczeń z roku 2008. Pracę przygotował zespół naukowców z całego świata pod kierownictwem P.J.Taylora z GLOBALIZATION AND WORLD CITIES (GaWC). W zestawieniu tym po raz pierwszy znalazły się, oprócz Warszawy, również Poznań i Wrocław. Wynik tego spektakularnego badania w zakresie polskim pokrywa się praktycznie w wynikami rankingu NORDEA METROX. Wygląda więc na to, że nasz ranking to nie jest tylko jakaś nasza igraszka intelektualna dla stworzenia nowych statystyk. My obrazujemy procesy, które zmieniają świat.
SŁOWO STAJE SIĘ MIASTEM I BUDUJE METROPOLIĘ
Nie mieli racji ci, którzy mówili, że marka miasta to takie zwykłe opakowanie dla skądinąd niezależnego produktu. Że promocja – sobie, a realny rozwój miasta – też sobie. Te ścieżki mogą wprawdzie rozejść się na jakiś określony czas, ale prędzej czy później znowu się schodzą. Wówczas albo miasto realnie staje się tym, co reprezentuje jego marka, albo marka wchodzi w szerszy obieg uwiarygodniona tym, co naprawdę dzieje się w mieście. Najczęściej dochodzi do naprzemiennego występowania obu sytuacji. Tak na przykład zaczęło się dziać we Wrocławiu. Jeszcze w 2006 roku można było bronić tezy o rozdzielności marki miasta i jego realnej pozycji rozwojowej. Wrocław był silny głównie w sferze werbalnej. Mówiliśmy wtedy, że słowo stanie się ciałem (miejskim) i wyniki NORDEA METROX.2009 pokazują, że tak się stało. Wrocław zyskał prawie 5 punktów procentowych, najwięcej z grupy miast bezpośrednio zbliżających się do Warszawy. Taki efekt Wrocław osiągnął dopiero po pewnym czasie: słowo się rozprzestrzenia, przekształca się, zmienia opinie, postawy, a w końcu – kształtuje i zmienia określone decyzje różnych ludzi. A to powoduje, że zmienia się realna sytuacja. Ranking NORDEA METROX jest zawsze nieco przesunięty w fazie, ponieważ dane składowe, z których korzystamy w rankingu na rok 2009 dotyczą lat 2006-2009. To powoduje, że niektóre efekty rozwoju marki będą widoczne w rankingu NORDEA METROX po dwóch, trzech latach. Podobnie jest zresztą w badaniach globalnych GaWC. Szybciej reaguje tylko ranking oparty na opiniach i planach – jak dzieje się to w rankingu ECM, a nie – faktach, co jest naszą domeną.
AKCJA TEŻ BUDUJE METROPOLIĘ
Miasto to nie tylko miejsce czy struktura, ale przede wszystkim – działanie. Z tego punktu widzenia, każde miasto jest aktywne z definicji. Jednak, parafrazując Orwella, niektóre miasta są bardziej aktywne od innych. Dotyczy to zwłaszcza aktywności wykraczającej poza standardową sprawną administrację zasobami. Takie próżne – wydawałoby się – ruchy prezydentów miast, jak spotkania z grupami inwestorów, think-tankami, wojewodami i marszałkami, konferencje metropolitalne czy, w ogóle, inspirowanie wydarzeń, które teoretycznie nie leżą w gestii samorządu, okazują się niezwykle istotne. Pod tym względem, w ciągu ostatnich dwóch – trzech lat, najaktywniejsze i najbardziej zainteresowane metropolizacją były dwa ośrodki: Śląsk i Trójmiasto (szczególnie – Gdańsk i Gdynia). Tam wydarzyło się najwięcej akcji. I ma to odbicie w indeksie siły metropolitalnej. Zarówno Silesia, jak i Trójmiasto, idą szybko do przodu, równając kroku do Wrocławia i robiąc to sprawniej niż pozostałe miasta czołówki.
DEKRETY METROPOLII NIE BUDUJĄ
Awans Silesii i Trójmiasta pokazuje jeszcze jedną rzecz. Być może oba ośrodki bardziej uaktywniły się także ze względu na przygotowywaną tzw. ustawę metropolitalną. Trudno im i innym samorządom mieć to za złe. Lata gospodarki opartej na rozdzielnictwie przyzwyczaiło wszystkich w Polsce do myślenia, że kiedy pojawia się nowa okazja wyszarpania czegoś z budżetu, to trzeba się rozpychać. Projekt ustawy metropolitalnej zrozumiano tak niemal wszędzie, i w samorządach, i w mediach: niektóre miasta zostaną uznane za bardziej potrzebujące i dostaną dodatkową pomoc od rządu, a przez to staną się bogatsze. Jest to potrójna nieprawda. Metropolia to przecież miasto silniejsze od pozostałych. Rząd nie może pomóc metropoliom głównie dlatego, że to metropolie pomagają rządowi. Jeśli rząd jest reprezentantem średniego PKB na poziomie 100, to Wrocław i Kraków wytwarzają to PKB na poziomie 150, Poznań – 200, a Warszawa – 300. Rząd nie może więc im nic dać, może tylko mniej zabierać. Wreszcie – bogactwo nigdy nie bierze się z rozdawania ochłapów. Bogactwo, dobrobyt, rozwój, lepsze życie, wynikają z ciągłego procesu tworzenia, a nie z podziału jakiejś zamkniętej mitycznej sumy, którą jakaś wielmożna siła typu rząd, parlament czy prezydent łaskawie podzieli i przekaże tylko dlatego, że kogoś nazwano w ustawie metropolią, a kogoś pominięto. Metropolie to mechanizmy, które generują rozwój i dobrobyt, a nie żebrzą o ochłapy. Najlepszym dowodem jest choćby to, że ustawa ostatecznie nie weszła w życie, niczego więc nikomu nie rozdano, a mimo to pewne procesy metropolitalne, zarówo w Trójmieście jak i w Silesii, weszły w życie i widać to w wynikach rankingu NORDEA METROX.2009.
MIASTA GONIĄ WARSZAWĘ, WARSZAWA GONI ŚWIAT, KORZYSTAJĄ WSZYSCY
Procesy metropolitalne wchodzą w życie właściwie we wszystkich miastach z czołówki rankingu. Oprócz Wrocławia, Trójmiasta i Silesii, dystans do Warszawy zmniejszyły również najmocniejsze metropolitalnie miasta challengers z zeszłorocznej edycji NORDEA METROX.2008, a więc – Poznań i Kraków. Relatywnie najmniej zyskał Kraków, nieco więcej Poznań. Choć w tym drugim przypadku wzrost nie wystarczył do zniwelowania przyspieszenia Wrocławia i Poznań zamienił się nominalnie z Wrocławiem lokatą. Generalnie jednak edycja NORDEA METROX.2009 pokazuje wyrównanie w całej dotychczas 3-osobowej grupie challengers. Różnice między Wrocławiem, Poznaniem i Krakowem są wciąż praktycznie nieistotne w odniesieniu do poziomu Warszawy. Grupa ta zbliżyła się też do Warszawy, a jednocześnie – powiększyła się o kolejne dwa ośrodki (oba – policentryczne), czyli Silesię i Trójmiasto. Obecnie liczy więc pięć quasi-metropolii. To dobra wiadomość dla wszystkich. Skądinąd wiemy (a ściślej – z niepublikowanych jeszcze badań globalnych zespołu Taylora, które otrzymaliśmy dzięki jego uprzejmości), że Warszawa mniej więcej w tym samym czasie istotnie zbliżyła się do poziomu światowej metropolii. Ponieważ grupa challengers nieco zbliża się do Warszawy, a Warszawa – jak wiemy – wyraźnie zbliża się do świata, to grupa challengers też wyraźnie zbliża się do świata. Na tym zyskują nie tylko wymienione miasta, ale również sieci miasteczek w ich obszarze wpływu regionalnego i pośrednio – cały kraj. Bo tak właśnie funkcjonuje metropolitaryzm. To system, w którym indywidualny sukces jednego miasta w dużej mierze promieniuje na inne miasta. Ten schemat – w pewnej mierze – próbuje się wykorzystać w tzw. „polaryzacyjno-dyfuzyjnym” modelu rozwoju zaproponowanym w rządowym raporcie „Polska 2030”, przygotowanym przez zespół ministra Michała Boniego. Polaryzacyjny, czyli wspomagający wzrost gospodarczy w najmocniejszych ośrodkach, a zarazem dyfuzyjny, czyli rozpowszechniający owoce wzrostu na resztę kraju. Państwo z biernego amortyzatora, który łagodził społeczne skutki likwidacji umierających gałęzi gospodarki i restrukturyzacji nierentownych przedsiębiorstw, ma stać się aktywnym i inteligentnym promotorem szans rozwojowych.
STATUS METROPOLONIAE 2009: 11 DO GÓRY, 5 W DÓŁ, OBECNY UKŁAD: 1 – 5 – 0 – 2
W roku 2009 mamy w Pospolitej Rzeczy jedną silną metropolię, pięć metropolii w produkcji, żadnej w przygotowaniu do produkcji, dwie-trzy balansujące na granicy poczekalni, z tym, że jedna jest już po dobrej, a jedna nadal po złej jej stronie. Są to odpowiednio: silna Warszawa, grupa challengers obejmująca Kraków, Wrocław, Poznań, oraz Silesię i Trójmiasto oraz poczekalnia z Łodzią i ewentualnie Szczecinem. Jedenaście ośrodków zmniejszyło swój dystans do Warszawy, pięć zwiększyło. To całkiem niezła sytuacja wyjściowa. Jest ona widoczna w obu ujęciach rankingu NORDEA METROX.2009, a więc i w metodologii oryginalnej, i w ujęciu metodologicznie zmienionym i wzbogaconym, który proponujemy od tego roku. Zmiana metodologii jedynie podkreśla dystans do Warszawy oraz niweluje różnice wynikające tylko z jednej składowej, co powoduje, że ranking NORDEA METROX staje się pełniejszym rozszerzeniem, a nie tylko – r e i n t e r p r e t a c j ą – badań sieciowości Taylora. W wynikach według zmodyfikowanej metodologii widać również wyraźniej najważniejszy ruch na mapie metropolitalnej: dobicie naszych flagowych struktur policentrycznych, czyli Silesii i Trójmiasta, do pozostałych miast drugiego poziomu, czyli grupy challengers. Można zaryzykować tezę, że quasi-metropolie powstałe ze zjednoczenia przez porozumienie (bez jakiejkolwiek ustawy!) dołączyły przez to do grupy pościgowej, mimo że nie są w jej czołówce. Pozostałe miasta rankingu to silniejsze lub słabsze ośrodki regionalne. Jakkolwiek i między nimi widać różnice oraz zmiany w pozycji wyznaczanej siłą metropolitalną. Nie są to jednak zmiany aż tak duże. Może oprócz awansów Białegostoku oraz Bydgoszczy, która obecnie razem z Rzeszowem plasuje się tuż za zamykającym poczekalnię metropolitalną Szczecinem. Jeżeli taka tendencja się utrzyma, możemy liczyć na to, że w przewidywalnej przyszłości w Polsce wykrystalizuje się układ miast zbliżony do modelu hiszpańskiego lub nawet – będący czymś pomiędzy układem hiszpańskim (stolica i jeden najsilniejszy kontrapunkt na światowym poziomie, 2-3 metropolie poziom niżej) a niemieckim (3-4 metropolie na poziomie światowym). Naturalnie, nie sposób przesądzać o utrzymaniu takiego kierunku ewolucji polskich miast raptem po dwóch edycjach rankingu NORDEA METROX. Zobaczymy. W każdym razie – póki co – metropolizacja w Polsce jako tako postępuje, mimo ogólnej – niestety – mizerii naszych czasów.
TAK ZWANY „KRYZYS” METROPOLII NIE GRYZIE
Ranking NORDEA METROX rejestruje niektóre procesy z opóźnieniem, dlatego być może zawirowanie gospodarcze, które 15 września 2008 wstrząsnęło wyspą Manhattan, a zaraz potem wprawiło w panikę media, inwestorów i wielu władców tego świata, być może jeszcze się w naszym rankingu ujawni. Niemniej raczej wątpimy, czy w istotny sposób zainfekuje ono polskie miasta, zwłaszcza te o kursie na metropolizację. Metropolie nie są przecież jednobranżowe, ani uzależnione od jednego źródła kapitału. Gdy jedno połączenie słabnie, z reguły inne to kompensują. Dlatego metropolie per saldo są relatywnie odporne na ataki zbiorowej histerii czy realne kryzysy ograniczone do poszczególnych branż. W takich sytuacjach najgorzej reagują centra produkcyjne. Nawet jeśli w jakimś momencie metropolie odczuwają skutki globalnego spowolnienia czy przejściowej recesji, jako pierwsze mają szanse wyjść na prostą. Tak jak wspinacz, korzystający z wielu punktów asekuracji ma większe szanse przeżyć odpadnięcie ze ściany, niż ten, który sam założył sobie jeden punkt odniesienia. Państwa i miasta, które próbują okopać się we własnym mikroświecie, nie przeżyją skutków odpadnięcia.
EUROPA WSCHODNIA PRZESTAJE ISTNIEĆ. POWOLI, ALE JEDNAK.
Zachód powoli zauważa, że Polska to nie to samo co Rosja, czy nawet Węgry. Zaczynamy być widoczni jako OSOBNY KRAJ. Nadchodzi kolej na kolejne doprecyzowanie: halo, mamy też osobne, prężne miasta i to one w zasadzie prowadzą ten kraj. Nieprzypadkowo z krajów Europy Wschodniej, Polska jest jedynym, który zarówno w badaniach globalnego usieciowienia, jak i w rankingu ECM ma oprócz stolicy innych reprezentantów. I reprezentacja ta pojawia się w momencie, gdy Polska jako całość opiera się europejskiemu załamaniu gospodarczemu. To nie jest przypadek, ani przyczyna rozwoju naszych miast. To jego konsekwencja. Różnice między strukturami osadniczymi państw Europy Wschodniej powoli zaczynają być ważniejsze niż wspólny garb, czyli pięćdziesiąt lat cywilizacyjnego kalectwa. Jeżeli metropolie sieciowe nadal będą rozstrzygać o poziomie cywilizacyjnym, a wszystko wskazuje, że będą, termin „Europa Wschodnia” wkrótce przestanie mieć znaczenie. Chyba, że jedynie historyczno-geograficzne. Ani Kraków, ani Wrocław, ani Poznań nie są jeszcze porównywalne z Budapesztem czy Pragą pod względem usieciowienia, ale są to już miasta powoli porównywalne z innymi stolicami: Wilnem czy Belgradem i przewyższające niektóre stolice, jak Sarajewo czy Skopje.
WIĘKSZE RZECZY SIĘ ZDARZAŁY
Pewnie nie doczekamy się w Polsce miast, które zawalczą o poziom Londynu, Paryża czy Frankfurtu. Ale poza tym prawie wszystko jest możliwe. Takie rzeczy się zdarzają. Szanghaj. Singapur. Barcelona. Walencja. Bilbao. Dallas. Houston. Atlanta. Glasgow. Bangalore. Sao Paulo. Florianopolis. Przykłady burzliwego rozwoju miast zaskakującego wszystkich, włącznie z samymi miastami, rozsiane są po całym świecie, po różnych epokach i na różnych poziomach. Dlatego po edycji rankingu NORDEA METROX.2009 patrzmy na Polskę okiem spokojnym i bardzo jasnym. Może bez euforii, ale naprawdę z iskrą w sercu.